Nie chcę żebyś się zaraz obraził czy obruszył, ale pitolisz - jedno trzeb Ci
oddać - przynajmniej jesteś konsekwentny - choć nie zawsze dobrze to o Tobie
świadczy...
Tu sie mylisz. Masz obowiazek.
Nieprawda - nie mam obowiązku. Jeżeli uważam że nieprawidłowo został
nałożony na mnie obowiązek powinnego zachowania się, mam prawo zachować się
tak jak uważam - oczywiście ponosząc tego konsekwencję. Policja ma obowiązek
interweniować - ja mam prawo nie przyjąć mandatu - spotkam się z Organem
Wykonawczym w Sądzie, w którym nasz spór - o ów obowiązek i jego prawidłowe
nałożenie. Oto wzrocowa, normalna, sytuacja. A jak jest w "realu"?
Zrozpaczony kierowca (bo musi wyprzedzić rowerzystę a 8 na 10 tego nie umie
prawidłowo zrobić) bierze "sprawiedliwość" w swoje ręce i (a) trąbi jak
idiota - myśląc że rowerzysta dzięki temu trąbieniu wyparuje (nie mam tutaj
na myśli trąbnięcia pt. "uwaga jadę"), (b) spycha do krawężnika - bo
przecież jakiś zapryszczony rowerzysta nie będzie spowalniać króla szos -
on - król szos wie, że jezdnia jest dla samochodów, więc król szos mu teraz
pokaże jakie to niebezpieczne jeździć po ulicy - może będzie mieć nauczkę na
przyszłość (NB. najczęściej takie sytaucje zdażają się na tych drogach gdzie
rower MA PRAWO jechać ulicą - bo nie ma ścieżki!!!), (c) kompletnie głupieje
i sam już nie wie - czy ma twardo przyspieszyć i przejeachać się lusterkiem
po deliwencie (sam się prosi swoją obecnością na ulicy!) czy może zwolnić i
prawidłowo wyprzedzić... Rzadko zdaża mi się spotkać kierowcę który
prawidłowo wykonuje manewr wyprzedzania...
Nie do kierowcy należy "wymierzanie" sprawiedliwości na ulicy - jak ma
problem - 112 / 997 / 986 - zgłosić odpowienim służbom - ew. poczekać na
nich i wskazać winnego palcem - takie prawo każdego obywatela.
Masz. Nie teleportujac sie, tylko przeprowadzajac rower.
Bzdura - nie mogę przecież przekraczać ulicy w miejscu niedozwolonym - nie
czytałeś uważnie.
A co powiesz o takiej sytuacji.
Jedzie prosto auto z mostu Poniatowskiego, przejezdza rondo de Gaulle'a po
prawym pasie na zielonym swietle. Z Nowego Swiatu wyjezdza mu pod kola
kurier na rowerze, który ma tylko zielona strzalke. Nawet nie popatrzyl w
lewo, czy cos jedzie.
Doskonale wiesz że takie przekrzykiwanie się i podawanie przykładów nie ma
sensu - wiesz też dobrze, że licytować się nie ma co - spójrz na proporcje -
gdy wracam z treningu (bo o tym aspekcie "rowerowania" wszyscy zapominają i
traktują "rowerzystów" jak jedną monolityczną grupę) to mijam co parenaścię
sekund kogoś kto łamie przepisy - nagminnie jestem wyprzedzany, a po
sekundzie od zakończenia manewru wyprzedzania kierujący włącza (jak ma taki
nawyk!) prawy kierunkowskaz... Rowerzysta ma wielokrotnie częściej do
czynienia z kretynami na drodze - niestety - takie mamy realia. Najgorsze
jest jednak to dziwne przekonanie, że gdy się jedzie samochodem to ma się
prawo pouczania innych - najczęściej nie mając pojęcia o czym się mówi. Mam
PJ od 10 lat - zrobiłem już mnóstwo kilometrów i przejeździłem praktycznie
całą europę - i jedno mnie przeraża - u nas kierowca który zna przepisy to
rodzynek... Spotkałem Anglików, Niemców, Francuzów - którzy mając w
perspektywie wyjazd do Polski pytali się mnie gdzie mogą znaleźć nasze
przepisy drogowe w ich języku... A u nas? W większości przypadków takie
zachowanie wzbudziło by uśmieszek politowania - bo przecież nasi rodzimi
Królowie Szos, dumni właściciele Zimnego Łokcia i Miszczowie Prostych są
zbyt dumni by się czegoś nowego uczyć - ba, oni wszystko wiedzą -
szczególnie to jakie gdzie są ograniczenia prędkości, że rowerzysta to może
tylko chodnikiem....
Przeżylismy trzy zabory, przeżyjemy i kaczory ...
Nie mów hop...
Pozdrawiam,